Politycy powinni słuchać wszystkich wyborców

Dominika Kraśko, pochodząca z Polski, mieszka w Hafnarfjordur od 11 lat razem z mężem i dwoma ich wspaniałymi córkami, 8-letnią Sonią i 10-letnią Luizą. Zapytaliśmy Dominikę o jej życie i polskie społeczeństwo w Hafnarfjordur i jakie zagadnienia są dla niej ważne w nadchodzących wyborach.

Dominika ma tytuł licencjata z filologii angielskiej i ma zgodę od Ministerstwa Edukacji na uczenie w szkołach podstawowych i ponadpodstawowych. Pracuje w przedszkolu Bjarkalundur na osiedlu Vellir tam gdzie mieszka z rodziną. Jej córki uczęszczają do szkoły Hraunvallaskóli. Ale kiedy zdecydowała się na przeprowadzkę do Hafnarfjordur?

„Urodziłam się i wychowałam w Polsce. Kiedy byłam na ostatnim roku studiów postanowiłam wziąźć urlop dziekański i przyjechać na Islandię, by spędzić trochę czasu z moim narzeczonym Wojtkiem, który tu pracował. Po roku wróciłam do Polski i skończyłam szkołę z tytułem licencjata z filologii angielskiej. Wtedy również wzięliśmy z Wojtkiem ślub i już oficjalnie przeprowadziliśmy się na Islandię. Kiedy zaszłam w ciążę zaczęliśmy rozglądać się za mieszkaniem do kupienia i w taki sposób zamieszkaliśmy w Hafnarfjordur. Mieszkamy tu już 11 lat i mamy dwie wspaniałe córki: 10- letnią Luizę i 8-letnią Sonię. A pracuję z fantastycznymi ludźmi w przedszkolu Bjarkalundur jako kierownik na jednym z działów.“

Dominice podoba się życie w Hafnarfjordur pomimo, iż jest coś za czym bardzo tęskni.

Dominika i jej córki Luiza i Sonia – Photo: Infantia Ljósmyndir

„Drzewa. Nie ma tu zbyt wielu drzew w porównianiu z Polską. Jako dziecko spędzałam mnóstwo czasu u moich dziadków. Mieli dom z dużym ogrodem pełnych wiśni i jabłoni oraz innych roślin. Ten dom jest w Hajnówce, nieopodal Białowieskiego Parku Narodowego. Moje wspomnienia z dzieciństwa są w większości związane z dziadkiem, który już wtedy był na emeryturze i mógł mi poświęcać większość swojego czasu. Pamiętam, na przykład, jak chodziłam z nim do lasu na grzyby lub jagody, bądź po prostu pozbierać kwiaty. Mój dziadek na prawdę starał się, żebym była szczęśliwa. Jednym ze śmiesznych momentów, które nasza rodzina wspomina, był kiedy pojechaliśmy po coś z dziadkiem na rynek. Wtedy zobaczyłam te piękne malutkie gąski, w których zakochałam się od pierwszego spojrzenia. Dziadek, bez chwili namysłu, kupił mi je i tak oto wróciliśmy do domu ze stadkiem ptaków dlatego, że je chciałam. Ale oczywiście poza drzewami tęsknię również za moją rodziną.“

Dominika uważa, że była dobrze przyjęta przez ludzi w Hafnarfjordur i nie przypomina sobie żadnych trudności w zaklimatyzowaniu się tutaj. „Potrafiłam płynnie mówić po angielsku więc gdzie nie poszłam, wszędzie się swobodnie dogadywałam. Islandczycy są bardzo dobrzy w językach więc praktycznie od razu poczułam się jak w domu. Oczywiście są różnice. Na przykład to, z jakim spokojem załatwia się tu wszelkie sprawy urzędowe. Składasz o coś podanie, potem ginie podanie\zdjęcie bądź coś innego, albo ktoś zapomina cię poinformować, że czegoś brakuje. Na początku był to dla mnie szok, ale w sumie wszystko zawsze dobrze się kończyło.“

Ale co Dominika uważa za najlepsze zalety Hafnarfjordur?

“Podoba mi się, że miasto się cały czas rozwija, ale jednocześnie jest wciaż małe i przytulne. Jest też taki mały element tajemniczości jak będzie wyglądać za rok lub pięć lat. Jest w dobrej odległości od centrum Reykjaviku, niezbyt blisko, dlatego też wciąż mamy tu spokój. Fajne jest również to, że otwiera się tu więcej miejsc gdzie można pójść z rodziną i coś zjeść bądź wypić kawę.“

Dominika dobrze ocenia swoje miasto i ludzi w Hafnarfjordur. Ale czy polskie społeczeństwo spotyka się lub ma jakieś zorganizowane wspólne zajęcia?

“Tak, spotykamy się czasem. Organizujemy różne spotkania w obrębie całego regionu. Zapraszamy polskich muzyków bądź kabaret i nawet wielu z nas się wówczas pojawia. Jest również spotkanie dla polskich rodziców w bibliotece w Hafnarfjordur. Cztery razy w roku jest Międzynarodowy Dzień Restauracyjny i kilka Polek gotuje wtedy przepyszne polskie obiady i ciasta, które można później kupić za rozsądną cenę. Ale jeśli chcesz czegoś spróbować, na prawdę musisz być na czas albo wszystko będzie zjedzone w sekundę.”

Czy jest coś, czego według Dominiki ludzie w Hafnarfjordur mogliby nauczyć się od polskiego społeczeństwa?

„Często słyszę opinię, że Polacy ciężko pracują. Myślę, że jestesmy bardzo przywiązani do swojej pracy i staramy się, by jej nie stracić. Nie czujemy potrzeby zmiany jej tylko po prostu by ją zmienic. Wydaje mi się również, iż jesteśmy mocno związani ze swoimi rodzinami. No i, moglibyście nauczyć się robić pierogi. Fajnie by było móc wyjść do restauracji i zamówić pierożki z truskawkami“ Dominika dodaje i się śmieje.

Dominika z mężem Wojciechem i ich córkami: Luizą Dominiką i Sonią Laurą – Photo: Infantia Ljósmyndir

Są również kwestie, w których to Polacy mogliby się nauczyć od Islandczyków. Na przykład mamy skłonności do przesady. Na Islandii zakatarzony nos u dziecka nie oznacza od razu choroby, tak jak w Polsce. Albo jeśli lekarz mówi, że dziecko ma infekcję wirusową i trzeba czekać, rodzice nie żądają antybiotyków. Ogólnie wydaje mi się, że stosunek do pacjentów jest tu dużo lepszy niż w Polsce i polscy lekarze i pielęgniarki mogliby tu przyjechać i podpatrzeć jak trzeba traktować pacjentów. W przeróżnych urzędach petenci są traktowani z szacunkiem i nigdy nie są traktowani „z góry“. Na przykład, latałam juz kilkoma liniami lotniczymi, ale to w islandzkich liniach stewardessy są najmilsze. Od razu czujesz się jak w domu, bardzo miło i ciepło odnoszą się do dzieci oraz widzisz u nich szczery uśmiech.“

Każde społeczeństwo powinno zadać sobie pytanie czy jest coś co można by zrobić, by wyjść na przeciw potrzebom ludzi. Zapytaliśmy Dominikę o to, co miasto Hafnarfjordur powinno zrobić, by pomóc lepiej zaaklimatyzować się imigrantom.

„Musimy dobrze zająć się ich dziećmi. Musimy upewnić się, że otrzymują odpowiednią edukację w swoim ojczystym języku, ponieważ, tak jak wskazują badania, to jest najlepszą podwaliną do nauczenia się kolejnego języka. I musimy ich wspierać w jak najlepszym nauczeniu się języka islandzkiego. Jeśli nie pomożemy im w uczeniu się islandzkiego by mogli być równą częścią tego społeczeństwa, nie będą mieli takich samych szans jak inne dzieci. Inną rzeczą, która jest równie ważna, to przetłumaczenie różnego rodzaju broszur, by imigranci mogli lepiej uczestniczyć w demokratycznym społeczeństwie. Ale najważniejsze jest spotkać się z tymi ludźmi i dowiedzieć się czego potrzebują. I to jest to co ludzie w Samfylkingin zrobili i uważam to za fantastyczne. W zeszłym tygodniu i dwa tygodnie temu mieli zorganizowane spotkanie szczególnie dla Polaków i, dodatkowo, mieli jeszcze jedno spotkanie dla wszystkich międzynarodowych wyborców. Politycy przyszli i chcieli usłyszeć nasz punkt widzenia oraz to, co chcielibyśmy zmienić. To jest coś o czym wcześniej nie słyszałam. Myślę, że to jest dobry krok w kierunku równego społeczeństwa. Miejmy nadzieję, że to dopiero początek. Jeśli my, Polacy, zobaczymy, że komuś na prawdę zależy, z pewnością otworzymy się i będziemy otwarcie mówić o naszych obawach i na pewno podamy jakieś pomysły.“



Flokkar:Uncategorized

%d bloggurum líkar þetta: